wtorek, 23 grudnia 2014

I znów nadeszło Boże Narodzenie

I znów kolejny rok niemal za nami. Jutro Wigilia Bożego Narodzenia, dla nas już trzecia w  Irlandii i mamy nadzieję oboje, że ostatnia w tym kraju. To takie nasze wielkie gwiazdkowe życzenie, aby w przyszłym roku wrócić na stałe do Polski. Czas pokaże czy uda nam się to zrealizować.
Od kilkunastu tygodni prawie tutaj nie bywam, wpisów jak na lekarstwo, a to za sprawa zmiany pracy, która pochłania większość mojego czasu. Na szycie również nie mam już ani siły, a ku mojej rozpaczy doba nie jest z gumy, zatem moje hobby musi poczekać.Poza tym, chyba znów zatęskniłam za korporacją i po cichutku planuję aby po powrocie do Kraju, znów wskoczyć w szpilki, białe kołnierzyki i zaznać korporacyjnego smaku ;) Podobno wigilijne marzenia się spełniają :)), a jeśli się czegoś bardzo, ale to bardzo pragnie, to myślę, że dobry los nam to w końcu daje...
Tymczasem moi Mili, życzę Wam wspaniałych Świąt spędzonych w gronie Rodziny i aby Nadchodzący Nowy 2015 Rok przyniósł Wam same dobre chwile i aby spełniły się Wasze marzenia :)

Ściskam Was
Ania

 

sobota, 13 września 2014

Powietrze pachnie jesienią

Za kilka dni przywitamy kolejną porę roku. Lato jak zwykle przeciekło mi przez palce, a ja ledwo zdążyłam się nim nacieszyć, bo w Irlandii Północnej ciężko mówić  o lecie jako o pięknych i ciepłych miesiącach. Dni stają się krótsze co widać wyraźnie, a rano czuć w powietrzu już inny zapach :) Uwielbiam wczesną jesień, kiedy w piękny słoneczny dzień można się wybrać na długi spacer, a widok kolorowych liści i zmieniających się barw  niesamowicie cieszy oko. Powoli zaczyna się sezon na dynie i grzyby, przy czym te drugie mogę jeść pod niemal każdą możliwą postacią:))) Niestety gorzej u mnie ze zbieraniem, ponieważ kompletnie się na tym nie znam i myślę, że już przy pierwszym podejściu do grzybobrania byłabym w stanie wytruć połowę pułku żołnierskiego ;) Pamiętam czasy, kiedy żył jeszcze mój Dziadziuś i jak tylko zaczynał się sezon na grzyby, to zawsze w domu oznaczało to ucztę dla podniebienia :))





Właśnie z myślą o wypadach na grzyby i jesiennych pracach ogrodowych, powstały ocieplacze w kolorach zbliżającej się pory roku :) Wersja dla Mamy i dziecka gotowa...

A jakie jesienne plany Wy macie? Sprzątacie swoje ogrody, robicie przetwory czy może zwyczajnie cieszycie się ostatnimi ciepłymi dniami?
Kochani, jeśli chcecie częściej śledzić nowości LadyBird, zajrzyjcie na mojego funpage'a o tutaj ----> https://www.facebook.com/ladybirdpl?focus_composer=true&ref=hl

Ściskam Was
Ania



sobota, 9 sierpnia 2014

Ocieplacze

Dzień dobry Kochani,

co jakiś czas wpada mi do głowy nowy projekt. Nie jest ani zawodową krawcową, ani projektantką jak wiecie. Wszystkie moje pomysły czerpią bazę z innych projektów, widzianych u kogoś, na kimś lub z internetu. Czasem posiłkuję się gotowym wykrojem np. z jakiegoś kolorowego magazynu, a raz stworzony projekt przerabiam, modyfikuję tak, jak akurat to widzę. Zastanawiam się oczywiście, czy nie pójść tutaj na roczny kurs projektowania ubrań, jednakże ten pomysł jest jeszcze w powijakach ;)
Kilka tygodni temu, gdzieś w internecie natknęłam się na ocieplacze/kamizelki dla dzieci. Ja sama jestem ich wielką miłośniczką i mam w swojej szafie kilka - najbardziej kocham te futrzane oraz z imitacji owczej skóry :))) Zapragnęłam uszyć taki ocieplacz, w jakimś fajnym niebanalnym - jak na ocieplacz oczywiście, wzorze
 Na szczęście moja sąsiadka ma 2- letnią córeczkę, więc zapożyczyłam od Niej kamizelkę aby móc odrysować wykrój ;)
Moje 2 pierwsze ocieplacze na wiek 18- 24 miesiące









W drodze z Polski jest właśnie paczka ze sporą ilością tkanin, więc wersja dla Mam też będzie przewidziana. Może w mniej zwariowanym wzorze niż groszki, ale też niesztampowa ;)
Dla takiego wiejsko - sielskiego zestawu jak ocieplacz, jeansy i fajny gruby sweter, pasują mi jeszcze kalosze. Marzę o Hunter'ach, więc czas zacząć się za nimi rozglądać i spełnić marzenie ;)
Trzymajcie się ciepło

Buziaki
A.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Sierpień

Dokładnie 2 lata temu byliśmy w trakcie pakowania wszystkich swoich rzeczy. Podjęliśmy decyzję, że wyjeżdżamy na jakiś czas do Irlandii Północnej. Nie była to łatwa decyzja, ale pewne zdarzenia, które zaistniały, spowodowały, że opuściliśmy nasz ukochany Wrocław na kilka lat.
Czas tutaj biegnie nam tak szybko, że to jest wręcz niewiarygodne i przyznam szczerze, że nawet mnie to cieszy, bo im szybciej zleci, tym szybciej wrócimy do Polski. Zapewne wiecie, że nie bardzo nam się tutaj podoba, więc tym bardziej oczekujemy pewnych zdarzeń, aby móc wreszcie wrócić do miejsca, które kochamy. W tym czasie zdarzyło się  kilka rzeczy, ważnych dla mnie rzeczy...ukończyłam studia, które bałam się, że zawalę z powodu wyjazdu, wzięliśmy ślub w Polsce i mieliśmy cudowne wesele. To była doskonała okazja aby spotkać się z tymi, których nam tutaj brakuje i których widujemy jedynie podczas krótkich pobytów w kraju...
Jest niedzielny poranek, wyjątkowo ładny jak na wyspę, a  mnie zrobiło się tak jakoś sentymentalnie :))) 
Maszyna odmówiła współpracy, czekam na nową, więc póki co mam trochę więcej czasu na wspomnienia i zapewne stąd taki, a nie inny post :)
Nadrabiam zaległości blogowe i książkowe i chyba jakoś dziwnie czuję się polegując z książką czy magazynem, zamiast szukać już wolnej chwilki aby zasiąść i coś uszyć.
A propos książek, to przywiozłam z Polski kilka, które czekają w kolejce na swój czas.
Uwiodła mnie książka Małgorzaty Kalicińskiej "Widok z mojego okna. Przepisy nie tylko na życie" i połknęłam ja w 2 dni. Oprócz przepisów na zupę, autorka dorzuca również przepis na życie, w bardzo dowcipny i inteligentny sposób. Boskie babskie czytadło, lekkie i humorystyczne ;) Zaczytałam się i rozczarowałam, że skończyły się kartki :)))
Uwielbiam książki w klimatach serii "Nad rozlewiskiem", gdzie historia ma miejsce w mniej lub bardziej pięknych  zakątkach Polski. Przemawia do mnie zatem Pani Grochola, Chmielewska :)))
Dałam się skusić również na "Wymarzony dom" Magdaleny Kordel i nie żałuję absolutnie!!
Chyba każdy ma swój wymarzony dom lub miejsce, gdzie może znaleźć ukojenie i spokój. To opowieść  spełnieniu marzeń, o miłości o tym co nadaje życiu sens :)
I tym miłym akcentem życzę Wam i sobie, abyście mieli marzenia, bo one się spełniają i szukali swego szczęścia, bo warto :)))

Ściskam Was mocno
Anna

piątek, 18 lipca 2014

Fachowiec pilnie potrzebny i co z tego wyszło finalnie...

Całe wczorajsze popołudnie moje myśli zajęła Koleżanka, którą znam od dziecka. Ostatni raz widziałyśmy się chyba 2-3 lata temu w przelocie, kiedy byłam w mojej rodzinnej miejscowości na chwilkę. Od tamtej pory nic, cisza...My wyjechaliśmy z Polski, Ona ma swoje życie. Sprawy, którymi się teraz zajmujemy z mężem, spowodowały, że potrzebna nam była opinia fachowca i przypomniałam sobie, że przecież Ona jest owym fachowcem :))) Nawet nie byłam świadoma, że mam Jej numer telefonu...i kiedy już udało mi się z Nią skontaktować, zaczęłyśmy rozmawiać i w pewnym momencie uświadomiłam sobie jakie "stare" już jesteśmy. Jak duże są Jej Dzieci, jak dawno opuściłam naszą rodzinną miejscowość. Dowiedziałam się też, że moja Koleżanka wie co dzieje się u mnie, że czyta mojego bloga :))) i  przyznam, że  byłam mocno zaskoczona ;) Po naszej rozmowie usiadłam do maszyny, a moje myśli i wspomnienia powędrowały do czasów podstawówki. Przypomniałam sobie, że kiedyś wspólnie z ową Koleżanką szyłyśmy misie do szkoły i tak sobie myślę, że może to już wtedy skrywała się we mnie dusza artystyczna? ;) Powędrowałam wspomnieniami do cudownych czasów dzieciństwa, podstawówki, wakacji, wypadów rowerowych. Zatęskniłam za tamtym miejscem jak nigdy dotąd. Mimo tego, iż mój dom rodzinny należy już do kogoś innego, to wciąż mam mały punkt zaczepienia w tamtym cudownym miejscu i mam zamiar kiedyś regularnie tam wracać :)
 Myśli tańczyły w głowie, uśmiech nie schodził z twarzy, bo jakże miło jest usłyszeć po latach kogoś, z kim łączą nas pewne historie, z kim kiedyś dorastaliśmy :), z kimś kiedyś dzieliliśmy szkolną ławkę.
Nim się obejrzałam, minęło kilka godzin, słonce zaczęło chować się za linią horyzontu, a ja uwieczniłam efekty mojej popołudniowej pracy...


Wiecie co, tak sobie myślę, że pewne sytuacje uświadamiają nam, że czasem tak głupio, bez powodu, poprzez zaniedbanie tracimy kontakt z osobami, które były kiedyś dla nas w jakiś sposób ważne, z którymi przeżyliśmy jakiś kawałek fajnego życia. Obiecałam sobie, że postaram się wrócić do pewnych znajomości, bo jednak wciąż coś dla mnie  znaczą :)) 
Kochani, postarajmy się pomyśleć czy w ferworze pracy, obowiązków, pogoni za pieniądzem czasem zbyt lekko nie odstawiamy w kąt wartościowych znajomości. Może warto odkurzyć szufladę wspomnień, o której już pisałam i odświeżyć nieco jej wnętrze? ;) Tego życzę i sobie i Wam!!
A tymczasem z tego mojego magicznego miejsca serdecznie pozdrawiam Kamilę i mam nadzieję, że nasz kontakt będzie częstszy, a jak wrócimy na stałe do Kraju, to również w miarę regularny :)

Ściskam Was bardzo ciepło
Anna

niedziela, 6 lipca 2014

Znów w krainie deszczu

Wróciliśmy...po krótkich, ale bardzo intensywnych wakacjach w Polsce, które zasadniczo nie miały nic wspólnego z wakacjami ;)
Wyjechaliśmy na swój własny ślub i wesele, zatem o odpoczynku fizycznym nie mogło być mowy. Mimo ogromnego zmęczenia i braku czasu na jakiekolwiek rozrywki, moja psychika zrelaksowała się niesamowicie :) Okazja była cudna, aby spotkać się z tymi, których nam tutaj brakuje, za którymi tęsknimy. Chociaż przez te kilkanaście godzin, mogliśmy nadrobić część towarzyskich zaległości i wyściskać każdego z osobna.
Noc z 21 na 22 czerwca, czyli noc naszego wesela ma szczególna wymowę...to noc ognia, radości, miłości, płodności oraz słońca i księżyca. Noc Kupały to przede wszystkim święto wody i ognia, które mają szczególną moc oczyszczającą. Tak też traktuję ten czas, jako nasz Nowy Wielki Początek, który zaczął się 21 czerwca. Oboje wsiedliśmy do jednego pociągu, który nazywa się Rodzina i zaczęliśmy podążać do naszego wspólnego celu :)))
Teraz czas spełniać kolejne marzenia już jako Żona i Mąż...


Kręci mi się po głowie - a jest to moje wielkie marzenie, sklep, ale taki fizyczny, namacalny. Zastanawiam czy otworzyć go tutaj w NI, tak na kilka lat, dopóki nie wrócimy do Polski na stałe czy może jednak połączyć z kimś siły, otworzyć go w PL i prowadzić na odległość doglądając. Bije się z milionem myśli, z chaosem w głowie!!!

niedziela, 8 czerwca 2014

Szuflada wspomnień

Wczoraj wybraliśmy się na długi spacer wzdłuż jeziora. Taki nieplanowany, ot tak, od niechcenia...
Zadaniem było zrobienie szybkich zdjęć kardiganu, który uszyłam i powrót do domu. Wypogodziło się jednak tak cudnie, że grzechem byłoby zmarnować tą deficytową jakże tutaj pogodę. Poszliśmy w innym kierunku niż zazwyczaj, no bo tam jeszcze przecież nie byliśmy ;) Widoki przednie, słońce łaskotało nas w nosy, leniwa pogawędka i nagle naszym oczom ukazuje się mała łąka, zupełnie jak w Polsce :)))


Nawet zapach jakiś taki jak w Polsce, połączenie trawy z zapachem lasu i wody. I zaczęliśmy wspominać, swoje dzieciństwo, ogniska z przyjaciółmi, wakacje, sianokosy, wyprawy rowerowe i spanie pod namiotem. Uznaliśmy zgodnie, że nie ma piękniejszego lata, niż w Polsce.Oboje uwielbiamy tę porę roku, mimo, że upały czasem są niemożliwe, ale lato lato najlepiej smakuje w naszym pięknym Kraju. Przypomniałam sobie, jak późnymi już wieczorami siadałyśmy z moimi sąsiadkami pod moim domem, asfalt rozgrzany po całym  dniu słońca, przyjemnie grzał nam pupy, a m gadałyśmy do późnych godzin w nocnych. Pamiętam noc spadających meteorytów... (mieszkałyśmy w  małej miejscowości pod Częstochową  w otoczeniu lasów i bliskości rzeki Warty) i około północy, mój sąsiad wracający na rowerze z pracy zastał dziwny widok na drodze, aż zdębiał chłopina ze zdziwienia. Otóż wraz z moimi sąsiadkami leżałyśmy  plackiem na drodze, poowijane w koce, coby nam cieplej było i gapiłyśmy się w niebo. Matko, co to była za noc... Niebo pokryte gwiazdami, i co rusz coś świetlistego pędziło ku ziemi, aby po chwili zniknąć. I gdyby nie to, ze sen jednak zwyciężył, zostałybyśmy na tej ulicy pewnie do rana :) Chyba do końca życia będę miała tę noc w pamięci.
Na rowerze spędziłam chyba całe swoje dzieciństwo i swój nastoletni czas. Kolana i kostki miałam wiecznie obdarte po kraksach, które dość często mi się przydarzały. Urządzaliśmy ogniska, albo w pobliżu rzeki, albo na naszych podwórkach, piekliśmy ziemniaki w żarze, do dziś pamiętam ich smak :) i przyznam, że bardzo za nimi tęsknię. Robiliśmy pieczonki, czyli ziemniaki pokrojone w plastry, kiełbaska w kostkę, cebula i boczek opcjonalnie, robione w żeliwnym kociołku, wyłożonym liśćmi kapusty  i pieczone na ognisku.
Ohhh te pieczonki...kilka tygodni temu, nasi przyjaciele  przygotowali nam małą niespodziankę. Wpadliśmy do nich, jak każdego prawie weekednu (chyba, żyć bez siebie nie potrafimy) na posiadówkę wieczorną. Wpadam do kuchni Beci, patrze przez okno kuchenne, a Jej mężuś ognisko rozpalił i co robi??? Umieszcza kociołek na ogniu!!! O mój Boże, chyba śnie sobie pomyślałam i pytam czy tam są pieczonki, a Ona mi oznajmia z uśmiechem na swej śliczniej buźce, że i owszem, że przecież wspomniałam kiedyś o tym i, że pożyczyli kociołek, i że te pieczonki właśnie tam są, bo wspomniałam itd. O raju, ale miałam radochę!!Tak pięknie mi się duszy zrobiło :)))), że Ona tak pamiętała,  że tak chciała radość sprawić!!!

O właśnie taki kociołek :))



A owoce i warzywa sezonowe? ogórki małosolne, ogórki gruntowe, pomidorki prosto z krzaczka i nawet nie umyte, tylko posolone i prosto do żołądka ;) Bób, czereśnie, fasolka szparagowa...delicje lata, których tutaj uświadczę, jak przywiozą czasem do polskiego sklepu (na szczęście jest w pobliżu), a chciałoby się to mieć na wyciągniecie ręki! Ale, co się odwlecze, to nie uciecze ;)


Cudownych wspomnień z tamtych lat mam całą masę i nikt mi ich nie odbierze, ludzi z tamtych lat wciąż mam prawie pod ręką. W międzyczasie zyskałam  nowych przyjaciół, równie wspaniałych, z którymi za kilka lat, będę miała  swoje nowe historie, o których będę opowiadać kiedyś :) 
Zastanawiam się czy dzisiejsza młodzież za kilkanaście lat, będzie miała równe fajne wspomnienia i tyle ciekawych rzeczy do opowiadania potomnym? czy ich życie będzie równie kolorowe jak nasze, czy zawrą przyjaźnie, które przetrwają długie lata?
Cudownie jest mieć takie szuflady wspomnień i dzielić się nimi.

Ściskam Was mocno
Anna


wtorek, 3 czerwca 2014

Folkowo

Rzutem na taśmę, tuż przed wyjazdem paczki z towarem do Polski, spod maszyny wyszły dwa folkowe koce w rozmiarach ciut większych, bo ok 130 x 160 cm. Gruba bawełna, ocieplacz i mięsisty polar w kolorze ivory sprawiły, że koce są mega ciepłe :)
Spieszę również poinformować, iż od kilku dni działamy na DaWanda http://pl.dawanda.com/shop/LadyBirdwKrainieSnow
W związku z tym, że butik jest świeżutki, to każdego niemal dnia, dodawane są nowe produkty do naszego sklepu. Zajrzyjcie, zapraszamy serdecznie:)



środa, 14 maja 2014

Czy tęsknię?

W piątek wyrusza pierwszy transport z towarem do Polski. Mamy nadzieję wreszcie uruchomić sklep pod koniec maja. Po małych perypetiach technicznych wreszcie wyszliśmy już na prostą i teraz brniemy do brzegu ;)
Pakując i metkując dzisiaj wszystkie koce, rozmawiałam przy okazji z pewną sympatyczną koleżanką, którą poznałam kilka tygodni temu u naszych bardzo dobrych znajomych. Rozmawiałyśmy ciut o przeszłości i przypomniałam sobie, jak kilka miesięcy temu pewna osoba zapytała mnie jak to się stało, że ja, magister ekonomii, osoba, która jeszcze do niedawna pracowała w zawodzie, do tego w korporacji zajęła się szyciem i czy nie tęsknię za tym.
I tak pakując sobie te moje twory do worków, zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim, nad tym czy dobrze zrobiłam, czy nie tęsknię za wielką korporacja, za miastem, no i czy to wszystko ma szansę powodzenia oczywiście.
Przyznam, że skłamałabym gdybym zarzekała się, że nie tęsknię za dużą firmą, za moimi koszulami czy szpilkami. Pewnie, że są dni kiedy zastanawiam się czy po powrocie do kraju nie wrócić do zawodu, jednakże zadaję sobie pytanie czy to da mi satysfakcję, jaką dawało mi to kilka lat wstecz??
W ubiegłym roku po powrocie z Wrocławia do nielubianej przeze mnie Irlandii, stwierdziłam, że moje ukochane miasto mnie zmęczyło, że ludzie żyją bardzo szybko, że ja też tak szybko żyłam. Chyba już nie potrzebuję mieć kina czy centrum handlowego w zasięgu ręki :), a w chwili obecnej czekam tylko niecierpliwie na kolejne dostawy tkanin i na moment, kiedy znów zasiądę do maszyny. Jak widać nasze oczekiwania się zmieniają, pojawiają się nowe marzenia...
Moje marzenie na tą chwilę...? Mieć dom poza miastem, ale w dalszym ciągu mieć to ukochane miasto pod ręką, bo dalej jest ono ukochane. Moje marzenie to także posiadać wielką pracownię i markę, która wywołuje uśmiech na twarzach zadowolonych klientów. Moje marzenie to szyć i wciąż wymyślać nowe projekty...Moje marzenie, to wrócić do Polski gdzie jest nasze miejsce, bo nigdzie tak nie pachnie skoszona trawa jak w Polsce :)


piątek, 18 kwietnia 2014

Wesołych Świąt

Wielkanoc to moje ukochane Święta. Kojarzą mi się z wiosną, dłuższymi dniami i ferią rodzących się kolorów.
Te kilka wolnych dni pozwoli mi nacieszyć się moimi bliskimi, odpocząć po ostatnim wariackim tempie oraz zebrać do kupy chaotyczne myśli.
Z okazji Świąt, ale i nie tylko, życzę Wam Kochani spokoju, radości, obfitego stołu wielkanocnego, oraz aby tradycji stało się zadość...mokrego dyngusa :)

Ściskam Was serdecznie
Anna

niedziela, 13 kwietnia 2014

Zaganiana...

Dawno mnie tutaj nie było, ale przyznam, że od dłuższego już czasu gonię swój cień. Brakuje mi czasu dosłownie na wszystko...
Przygotowujemy się do otwarcia sklepu, co wcale nie jest takie proste ze względu na przepisy i cała masę niuansów, to raz. Dwa, w miedzy czasie realizuję pojedyncze zamówienia oraz szyję asortyment na sklepowe "półki". Trzy, za 10 tygodni bierzemy ślub w Polsce, i mimo pomocy Rodziny oraz znajomych, to organizacja wesela na odległość nie należy do najprostszych.
W środę wróciliśmy na wyspę po kilkudniowym pobycie w PL i ku naszej radości, zasadniczo większość weselnych rzeczy już ogarnięta. Teraz czas się skupić na szyciu, bo nowe tkaniny i pomysły zawitały ;)
Wiosna na całego, tzn w Irlandii to chyba tylko w teorii, bo w praktyce, to raczej pada i jest chłodno!!!!
Ale co tam, asortyment jest szyty głownie na rynek polski, więc czas ruszyć z lekkimi tkaninami i ferią kolorów ;)

Pościel




Koce dla Mam


I moje najmłodsze dziecko - pastelowe bluzy z kapturami i kominami

 

wtorek, 25 marca 2014

Nowe wyzwanie

Często ludzie boją się nowego, boja się zmian. Ja nie należę do wyjątków i skłamałabym pisząc, że gdy ruszałam z szyciem na większa skalę nie miałam obaw. Ale jak mawiają, kto nie ryzykuje, ten nie ma.
Kiedy robiłam swój mały biznes plan, miałam zamiar skupić się na bardzo małym asortymencie w konkretnych 3 -4 kolorach. W miarę szycia, poznawania rynku, pozyskiwania nowych zamówień, doszłam do wniosku, że to nie przejdzie. Owszem, fajnie jest się wyróżniać i trzymać ustaleń, jednakże musimy wyjść klientowi również na przeciw, bo to On - klient jest najważniejszy. I tak oto z moich skromnych planów, powstał kolorowy świat kocyków, pościeli i kominów.
Tematem przewodnim moich prac jest dziecko, a skoro Dziecko, to musi być i Mama :)
Pomyślałam sobie, że skoro Mama robi u mnie zakupy dla swojego Maluszka, to może i chciałaby zahaczyć o jakiś dział z asortymentem dla siebie...Ubrania, to przewinęło mi się przez myśl.
Nie lubię schematów i nudy, dlatego to co przyszło mi do głowy, nie jest szablonowe. Rzeczy są wykończone dość surowo, wręcz zgrzebnie z zachowaniem wierności moim ulubionym kolorom i tkaninom. Rzeczy mają być wygodne, oversizowe i miękkich tkanin.
Bluzy, tuniki, sukienki temat przewodni najbliższych dni...

Mój debiut - tkanina dresowa, bawełna w gwiazdki


Szary gruby polar - bluza oversize










Cienka tkanina dresowa - sukienka z mega dużym kapturo-kominem


sobota, 15 marca 2014

Pomocna dłoń...

Jestem osobą niezmiernie wrażliwą i empatyczną i niestety bardzo przeżywam każdą krzywdę. Nieważne czy dotyczy człowieka czy zwierzaka.
Od jakiegoś czasu, jestem zaangażowana w pomoc charytatywną dla Dzieciaków z rożnymi schorzeniami, co daje mi pewne poczucie spokoju, że chociaż małym gestem jestem w stanie komuś pomóc.
Ale ja dziś nie o tym...
Kilka tygodni temu przybłąkał się na nasze osiedle młody kot. Zadbany, przyjacielski, lgnący do domu i ludzi. Niestety z razcji tego, iz moja własna kotka nie jest zbyt koleżeńska, nie mogłam przygarnąć kociaka.
Przybłęda siłą rzeczy chciała się zaprzyjaźnić i tym samym zamieszkała w ogrodzie, gdzie znajduje się mały domek, który zaczęła dzielić wraz z innym kotem. Stała się kotem wspólnym, bowiem kuchnię dzieliła między nasz dom, a dom naszych sąsiadów Polaków :)
Jakieś dwa tygodnie temu, ów sąsiad powiedział, że nasz wspólny kot nie jest w dobrym stanie. Leży u nich na podwórku, nie chodzi, nie ma połowy ogona i wygląda kiepsko. Zaczęliśmy przypuszczać, że prawdopodobnie albo wpadł pod samochód, albo ktoś go dotkliwie pobił...I niestety wygląda na to, że został przytrzaśnięty brutalnie drzwiami. Połowa ogona została ucięta, tylna łapka  mocno uszkodzona.
I powiem Wam tylko, że Ci ludzie, którzy mieszkają za ścianą, zabrali bezinteresownie to biedne zwierzę do weterynarza, wydali niemałe pieniądze na nieswojego zwierzaka i zaopiekowali się nim.
Kilka dni temu, zobaczyłam kociaka jak drepcze po naszym podwórku i zmierza do naszego domu kulejąc niezdarnie. Zaprosiłam go do środka i od tego dnia Kocię jest z nami :) Dostało imię Hilda, 24 godzinną opiekę, wikt i opierunek :)
Co prawda moja Kocica nie jest zachwycona nowym osobnikiem w domu, wykazuje lekkie objawy zazdrości, ale ogólnie myślę, że w końcu zapanuje harmonia, Hilda wróci do formy i żyli długo i szczęśliwie ;)

Poniżej lekko już zregenerowana Kocica  :)


Z podziękowaniami dla Edyty i Jarka :)))