niedziela, 6 lipca 2014

Znów w krainie deszczu

Wróciliśmy...po krótkich, ale bardzo intensywnych wakacjach w Polsce, które zasadniczo nie miały nic wspólnego z wakacjami ;)
Wyjechaliśmy na swój własny ślub i wesele, zatem o odpoczynku fizycznym nie mogło być mowy. Mimo ogromnego zmęczenia i braku czasu na jakiekolwiek rozrywki, moja psychika zrelaksowała się niesamowicie :) Okazja była cudna, aby spotkać się z tymi, których nam tutaj brakuje, za którymi tęsknimy. Chociaż przez te kilkanaście godzin, mogliśmy nadrobić część towarzyskich zaległości i wyściskać każdego z osobna.
Noc z 21 na 22 czerwca, czyli noc naszego wesela ma szczególna wymowę...to noc ognia, radości, miłości, płodności oraz słońca i księżyca. Noc Kupały to przede wszystkim święto wody i ognia, które mają szczególną moc oczyszczającą. Tak też traktuję ten czas, jako nasz Nowy Wielki Początek, który zaczął się 21 czerwca. Oboje wsiedliśmy do jednego pociągu, który nazywa się Rodzina i zaczęliśmy podążać do naszego wspólnego celu :)))
Teraz czas spełniać kolejne marzenia już jako Żona i Mąż...


Kręci mi się po głowie - a jest to moje wielkie marzenie, sklep, ale taki fizyczny, namacalny. Zastanawiam czy otworzyć go tutaj w NI, tak na kilka lat, dopóki nie wrócimy do Polski na stałe czy może jednak połączyć z kimś siły, otworzyć go w PL i prowadzić na odległość doglądając. Bije się z milionem myśli, z chaosem w głowie!!!

8 komentarzy:

Martyna Siekirka pisze...

A gdzie a dole:
"Ściskam
Anna" :)

No tak mężatka to już nie ściska na prawo i lewo...

Stacjonarny sklep?! Cudowny pomysł. Bardzo jesteś ambitna i to w Tobie uwielbiam. Bardzo mocno życzę powodzenia.
Ja oczywiście wolę by on był w Polsce, zwłaszcza, że można liczyć iż byłby to Wrocław czyli coś zupełnie osiągalnego dla mnie...

Tylko wiesz... Jedną taką swoją myśl muszę tu wylać...
W Lubinie, gdzie mieszkam jest strasznie wielka rotacja w lokalach wynajmowanych...
Mam wrażenie, że ludzie trochę nie poważnie do tego podchodzą, przeliczą sobie wszystko i zakładają, że od pierwszego miesiąca będą zarabiać kokosy, a to nigdy tak nie jest. Zamiast ludzie się dowiedzą o sklepie, zanim do niego wejdą, pójdą u kupią...
ZAWSZE trzeba założyć, że przez pierwszych kilka miesiąca ( i to nie 2 m-ce a 4 albo 7) będziesz na stracie albo na zero dopiero później zaczniesz wychodzić na zero, a dopiero później może nawet po roku zaczniesz zarabiać... Firma to nie wyjście dla biednych, trzeba mieć jakiś zapas finansowy....

Przynajmniej mi się tak wydaje, a może patrzę na to w zbyt czarnych barwach... Ale jak patrzę na sklepy, które po 2 m-cach znikają, no to takie myśli mi się nasuwają do łepetynki...

Padoriaa pisze...

Hejka :) Cudowny pomysł z tym sklepem jednak ja bym się odrobinę wstrzymała ... rozkrecała nadal markę przez internet i mając już swoją grupe odbiorców otworzyła sklep ? Nie wiem czy to dobry pomysł, ja bynajmniej taki mam plan ... Powodzenia !:)

zacisze pisze...

Gratulujemy:):):):)

Sklep jest dobrym pomysłem, ale prowadzenie go na odległość? Sama nie wiem. Może jednak na miejscu dopilnowałabyś tego wszystkiego lepiej? i pewnie rynek bardziej chłonny.
Ważna jest dobra lokalizacja,świetny produkt trafiający w rynek, a jak tu ktoś już napisał w niektórych miejscach rotacja jest spora. Ale jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedziała, więc walcz o marzenia:):):):), teraz masz z kim o nie walczyć.

Anna Urbańska pisze...

Kochane mądre głowy. Piękne i mądre myśli mi podajecie. Doświadczenie w prowadzeniu biznesu już jakieś mam... Nie wyszło jakbym chciała, ale kto nie ryzykuje ten nie ma, a jedna porażka nie zniechęci mnie do powstania na nogi i pójścia dalej :)))
Ściskam Was bardzo mocno
Anna

Aga CiążaIcałaReszta pisze...

Czekam na "efekty" Waszej wspólnej drogi !!! :***

Anna Dąbrowska pisze...

Jak tylko się pojawią, to dam znać :))))

Latte House pisze...

Gratulacje!!!
A odnośnie sklepiku to chyba bałabym się otworzyć "na odległość", wolałabym móc wszystko doglądać na miejscu.
Pozdrawiam ciepło

Anna Dąbrowska pisze...

Słusznie :)
Cieszę się, że ciut tonujecie moje emocje :* i dziękuję :)